Zadzwoń do nas: (56) 462-22-65 | 609 003 979

Złota tarcza Perspektywy 2021W "Sobieskim" dajemy Uczniom korzenie i skrzydła

„Na zgrupowaniu, czyli jeden dzień z życia żeglarza”

„Na zgrupowaniu, czyli jeden dzień z życia żeglarza” tekst autorstwa Marcela Montrymowicza z klasy 2c SP, żeglarza, mistrza, który opisał dla Was wycinek swojej ciężkiej pracy oraz przyjemności związanych ze swoją pasją. Zapraszamy do czytania, naprawdę warto smile

Często znajomi pytają mnie o zgrupowania zagraniczne, na które kilka razy w roku wyjeżdżam, przygotowując się do sezonu regatowego: Gdzie śpimy? Gdzie i co jemy? Co zwiedzamy? Co robimy w wolnym czasie? Postanowiłem zatem napisać (może więcej osób chciałoby wiedzieć) jak wygląda jeden dzień na zgrupowaniu. Opiszę Wam jeden dzień zgrupowania w Aregai, we Włoszech.

Jak to najczęściej bywa dzień rozpoczyna się od pobudki. Wstajemy o godz. 7:30 i rozpoczynamy od zaprawy porannej. Biegniemy do oddalonej o ok. 1,5 km piekarni, kupujemy pieczywo na śniadanie i szybkim marszem wracamy do apartamentu. Tak, mieszkamy w apartamentach. Brzmi dumnie, a oznacza tyle, co u nas mieszkanie. Apartamenty prawie zawsze składają się z dwóch sypialni i pokoju dziennego z aneksem kuchennym lub kuchnią. Jest też oczywiście łazienka. Zakwaterowani jesteśmy najczęściej w 6 osób. Każda załoga zajmuje jeden pokój. Załogi w klasie 420, na której pływam są dwuosobowe. Ja pływam z Ludwikiem. Wcześniej, w klasie Optimist, każdy żeglował sam. Klasa to jest typ łódki, a nie pomieszczenie, lub grupa osób. Ludwik jest sternikiem, a ja załogantem. Często spotykam się z twierdzeniem osób niewtajemniczonych, że sternik jest ważniejszy od załoganta. To tak jak by powiedzieć, że przednie koło w rowerze jest ważniejsze od tylnego, lub odwrotnie, albo, że prawa noga jest ważniejsza od lewej. Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że istnieją monocykle, lecz nikłe są ich szanse w wyścigu kolarskim. Nie wygra wyścigu ten, który napompował jedno koło, a o drugim zapomniał. W żeglarstwie jest identycznie. Nie pomoże to, że jeden jest doskonale przygotowany, gdy drugi przystępuje do rywalizacji przeziębiony, czy zmęczony. Obaj pracują na wynik sportowy i obaj muszą dbać nie tylko o siebie, ale także o swojego partnera.

Po powrocie do apartamentu toaleta poranna i przygotowanie śniadania. Tak jak wspomniałem na 6 osób jest jedna łazienka, zatem w trakcie przygotowywania śniadania korzystamy z niej w ustalonej kolejności. Jeśli jest ładna pogoda, a często jest, jemy śniadanie na tarasie. Tu, w Aregai, jest on z widokiem na morze. W trakcie śniadania trzeba przygotować sobie prowiant na wodę, który zjemy w czasie treningu. To bardzo ważne, bo do obiadokolacji nie będzie możliwości nic innego zjeść. Na wodzie nie pływają sklepy, ani bary, a surowej ryby nie zjesz, nawet gdyby udało Ci się ją złowić.

Po śniadaniu trzeba posprzątać. Robimy to wspólnie, każdy bierze się do pracy, a wtedy sprawnie i szybko możemy przystąpić do kolejnych czynności dnia.

Następnie jest czas "wolny", czyli czas wyznaczony na naukę i czynności osobiste. Dzięki internetowi mamy możliwość uzupełnić zeszyty materiałami z lekcji, które odbywają się podczas naszej nieobecności w szkole. Z tych zeszytów też się uczymy, po powrocie do domu trzeba będzie napisać zaległe sprawdziany. Zabranie podręczników tutaj jest niestety drogie. Mamy ograniczoną wagę bagażu, którą możemy zabrać do samolotu, a odzież żeglarska jest ciężka i pozostawia niewiele miejsca w walizkach.

O godz. 11:00 wychodzimy do portu, ale wcześniej trzeba spakować niezbędne rzeczy. Pakowanie przypomina odczytywanie tak zwanej "checklisty" w samolocie: "Czapkę masz? Okulary masz? Krem z filtrem masz? Rękawiczki masz? .....". Ludwik czasami przypomina mi moją mamę, ona też tak mi mówi. Nie mam jednak do niego, ani do mamy o to pretensji, wiem, że chcą dla mnie jak najlepiej. Zimno nie sprzyja żeglarzom, a i słońce, chociaż jest bardzo przyjemne, może w nadmiarze zaszkodzić. Rękawiczki nie służą tylko do ogrzania dłoni, ale przede wszystkim zabezpieczają przed otarciami. Gdy zerwiesz sobie naskórek przestajesz być pełnowartościowym zawodnikiem, słona woda wnika w rany zadając ból, który ciężko wytrzymać. Rany nie zagoją się jednego dnia, więc załoga traci cenne dni i godziny, gdy mogłaby zdobywać umiejętności, przygotowując się do regat.

Za chwilę jednak ja zaczynam: "Śniadanie masz? Coś słodkiego masz? Wodę masz?....". Tyle wody wokoło, lecz nie napijesz się, bo bardzo słona. Nie możesz sobie pozwolić na zapomnienie drugiego śniadania, bo tak jak pisałem nic innego do wieczora nie dostaniesz. Oczywiście kolega podzieli się ze mną swoim prowiantem i ja z nim, ale to może być trochę za mało by nabrać sił. Nie chcę mu tego robić, ale też wolałbym, aby on mi tego nie zrobił, więc pytam go teraz. Śniadanie dajemy trenerowi na motorówkę, każdy kilogram więcej na łódce zmniejsza twoje szanse na wygraną. Zjemy je, gdy będzie krótka przerwa w treningu, nie schodzimy wtedy jednak na ląd. Szkoda czasu, jemy na wodzie. Przy sobie mamy tylko coś słodkiego, najlepiej sprawdzają się batony z musli. Są zdrowe i szybko dodają energii, której dużo zużywamy podczas treningu.

Przypomnę jeszcze, że na wodzie nie ma sklepów i barów, nie ma także toalety. Więc o ile z tzw. "jedynką" w miarę łatwo, to już z "dwójeczką" są drobne problemy. Warto, zatem, aby także te sprawy "uregulować" w okresie od pobudki do wyjazdu.

Zabieramy wszystko, co niezbędne i jedziemy do portu. Tutaj przygotowanie sprzętu, czyli tzw. taklowanie. Trzeba zadbać o każdy szczegół, nie można zrobić tego niedokładnie, bo każdy błąd na wodzie może wiele kosztować, często nawet dosłownie. Przykładowo, jeśli nie zabezpieczysz odpowiednio linek stalowych, w ułamku sekundy podrzesz żagiel, a to niemały wydatek. Dlatego sprawdzamy kilka razy wszystkie szczegóły. Tych szczegółów jest na 420 bardzo dużo. Przede wszystkim jest wiele linek, których odpowiednie ustawienie ma wpływ na ostateczny wynik załogi.

Po taklowaniu przebieramy się w rzeczy żeglarskie, nie zapominamy o kamizelkach asekuracyjnych, bez których nikt nie pozwoli zejść na wodę, załoganci zakładają "pasy trapezowe". Pasy trapezowe pomagają załogantowi mocno wychylić się za burtę w celu wypoziomowania jachtu.

Gdy jesteśmy gotowi trener przeprowadza odprawę. Mówi, jakie mamy założenia treningowe, na co mamy zwrócić uwagę i inne ważne informacje.

Dziś wiatr nie jest zbyt silny (18węzłów), wieje od lądu. Wczoraj jeszcze wiał silnie od morza, spowodowało to występowanie tzw. martwej fali, czyli, mówiąc krótko, gdy wiatr swoje, a fala swoje. Nie jest to przyjemne zjawisko, potrafi sprawić, że nawet wytrawni żeglarze mają mdłości.

Wodujemy łódki i przez kolejne 5 godzin trenujemy. Często wypływamy daleko od brzegu, bywa, że ciężko dostrzec nas z lądu. Dziś nie było takiej potrzeby.

Kończymy trening i zabezpieczamy sprzęt, aby w nocy nie uległ uszkodzeniu. Przebieramy się i wracamy na kwaterę po drodze kupujemy produkty na obiadokolację. Jesteśmy na miejscu po 18:30.

Sami przygotowujemy wszystkie posiłki. Nie kupujemy w sklepie gotowych dań, bo ich skład nie jest zbyt zdrowy. Jeśli znajdzie się miejsce w bagażu to zabieramy ze sobą przygotowane przez rodziców potrawy. One smakują najlepiej i mają tę zaletę, że nie potrzeba wiele czasu, aby je przygotować. Gotujesz ryż, makaron, lub kaszę, odgrzewasz to, co masz przygotowane i jesz.

Mój sternik jest dość wybredny, więc gotujemy bardziej według jego gustu. Zależy mi, aby dobrze się najadł i następnego dnia miał energię do dalszej pracy.

Najczęściej gotujemy załogami, ale dziś gotujemy dla całego apartamentu i zaprosimy także trenera, na pewno przyjmie zaproszenie, bo danie jest przepyszne. Kuchnia serwuje spaghetti carbonara, a szefem kuchni jest Ludwik. To jego popisowe danie, a niejedna restauracja nie powstydziłaby się takiego kuchcika. Nie ma problemu z pomocnikami, wszystkim zależy, by posiłek był jak najszybciej. Kto teraz nie pomaga, zaangażuje się do porządków po, a teraz może skorzystać z łazienki.

Trzeba rozpocząć toaletę wieczorną jak najwcześniej, aby wszyscy mieli wystarczająco dużo czasu. Wystarczy, że każdy spędzi tu np.10 min, a już w sumie mamy jedną godzinę. Staramy się spieszyć, dbając, aby wszyscy w rozsądnym czasie trafili do łóżek. Dziewczęta zawsze są trochę dłużej, ale wybaczamy im to.

Trzeba także pamiętać, aby wysuszyć odzież i obuwie żeglarskie. Suszymy je tylko po to, by zakładać suche, nie trwa długo, a znów są mokre i przez cały trening takie będą. Teraz wiszą na tarasie, ale gdy ostatnia osoba wykąpie się, większość trafi do łazienki, szczególnie buty. Od tego momentu w łazience nie jest zbyt przyjemnie. Zapach mokrej gumy i neoprenu, czyli materiału, z którego wykonane są buty i odzież żeglarska, nie należy do przyjemnych.

Po kolacji i toalecie wieczornej czas na odprawę z trenerem. Analizujemy filmy, które dziś nagrał na treningu, omawiamy błędy, sprawdzamy prognozę na następny dzień, omawiamy plan dnia, jeśli coś ma odbiegać od normy.

Dziś nie zdążyłem przed odprawą wpisać do zeszytu treningowego swoich spostrzeżeń i wniosków z treningu, więc zrobiłem to po odprawie.

O godz. 22: 00 dzwonię do rodziców. Robię to codziennie. Chcą wiedzieć jak nam udał się trening, jak minął dzień, czy jesteśmy zdrowi i oczywiście, co jedliśmy. Chcieliby, abyśmy wysyłali im jakieś zdjęcia z przygotowań do treningu, miejscowości itp. Jednak nikt oprócz trenera nie zabiera ze sobą telefonu do portu, nie ma na to czasu, a można go tylko zgubić lub uszkodzić. Trener stara się zaspokoić ciekawość rodziców, ale i on często ma dużo zajęć i nie znajduje na to czasu.

Kładę się spać około 22:30. O tej godzinie praktycznie wszyscy są w łóżkach, jesteśmy zmęczeni. Nikt nie musi sprawdzać, czy już się położyliśmy i czy śpimy. Sami wiemy, że nie dalibyśmy rady następnego dnia pracować bez regeneracji.

Tak mija dzień na zgrupowaniu w Aregai.

Zapomniałem dodać, że przez prawie cały dzień się opalałem, widziałem niesamowity wschód słońca, oglądałem malownicze wybrzeże od strony wody, oddychałem zdrowym powietrzem, podziwiałem piękne jachty w porcie i na morzu, a wczoraj pływał obok naszej żaglówki delfin. Można powiedzieć, że ścigał się z nami.

Jeśli zastanawiasz się, czy po takim dniu jestem zmęczony? Odpowiadam: jestem, często bardzo. Czy podoba mi się to, co robię? Podoba. Czy można połączyć treningi z nauką? Ja dzięki samodyscyplinie daję radę. Czy Tobie spodobałoby się także? Nie wiem, dopóki nie „posmakujesz” nie dowiesz się. Zachęcam do spróbowania. Zapytaj       w klubie żeglarskim w Twojej okolicy, o możliwość dołączenia do sekcji. Oprócz umiejętności żeglarskich otrzymasz wiele, wiele więcej, ale to już osobny, duży rozdział.

Marcel Montrymowicz

Na zdjęciach Marcel i Ludwik i niebo zwiastujące dobre wiatry.

Bądź na bieżąco, śledź nasze profile:

Kontakt z nami

II Liceum Ogólnokształcące
im. Króla Jana III Sobieskiego
w Grudziądzu

ul. Marcinkowskiego 10
86-300 Grudziądz

tel./fax (0-56) 462-22-65
tel. 609 003 979
dyrektor@lo2.grudziadz.pl

O naszym liceum

II Liceum Ogólnokształcące im. Króla Jana III Sobieskiego – publiczna szkoła średnia w Grudziądzu, liceum ogólnokształcące powstałe z przekształcenia dawnego Państwowego Gimnazjum Klasycznego im. Króla Jana III Sobieskiego.